Dragon Ball Super
Dragon Ball Super
„Dragon Ball Super” jest bezpośrednią kontynuacją „Dragon Ball Z” i zarazem pięćset siedemnastego rozdziału mangi pt. „To zakończenie, a potem…”. W komiksie Toriyama wybiegł jeszcze dziesięć lat do przodu (ostatnie epizody: 518 i 519) aby pokazać spokojne i ułożone życie wszystkich bohaterów, ale ten okres pomiędzy pozostawał białą plamą, która właśnie zostaje odkrywana. Tak więc mamy do czynienia ze ścisłym kanonem i dalszym rozwijaniem uniwersum, a nie kolejnym niekontrolowanym wybrykiem („Dragon Ball GT”) czy niepowiązanymi, samodzielnymi filmami, których powstało kilkanaście. Zatem do oglądania nowej animacji mogą zasiąść zarówno fani serialu sprzed lat jak i czytelnicy mangi, którzy tak jak ja, serialu nie oglądali. Zupełnie nowi widzowie nie mają tu czego szukać.
Pierwszy odcinek „DBS” to klasyczna cisza przed burzą. Po rozprawieniu się z Okrutnym Buu życie wszystkich bohaterów powróciło do względnej normy. Goku, marząc o kolejnych treningach, pracuje na farmie by zapewnić utrzymanie rodzinie, Mr. Satan jak zwykle błyszczy w świetle fleszy i kamer, wielkimi krokami zbliża się ślub Gohana i Videl, a na horyzoncie zarysowuje się kolejny potężny przeciwnik, z którym przyjdzie się zmierzyć Czempionom Ziemi. Tym oponentem będzie prawdopodobnie (o ile twórcy nie szykują jakiejś wolty) Beerus, bóg zniszczenia wprowadzony do kanonu przez Toriyamę w kinowym filmie „Battle of Gods”, który to ma zostać przetworzony na potrzeby serialu. Póki co jest nostalgicznie, zabawnie i swojsko, z drobnym zaznaczeniem bitewnego akcentu, który zapewne lada moment będzie górował nad pozostałymi wątkami.
„Dragon Ball Super” to powrót do świata, który doskonale znamy, kontynuujący wszystkie jego aspekty, nie silący się na zbytnią nowoczesność zarówno pod względem animacji jak i narracji. Czy widownia kupi tę archeologiczną estetykę, a twórcy nie ograniczą się do powielania dobrze znanego, ale mocno zużytego schematu, tego dowiemy się za jakiś czas. Póki co, nostalgia za starymi czasami w zupełności wystarcza by dobrze się bawić.
Komentarze
Prześlij komentarz