Toradora
TORADORA!
„Toradora” jest komedią romantyczną. W tym gatunku jak w żadnym innym kluczową rolę odgrywa zaprojektowanie postaci – koncentruje się na uczuciach, więc jeżeli czytelnik nie przejmie się bohaterami, to nie znajdzie kompletnie niczego dla siebie. Na szczęście na tym polu „toradora” radzi sobie wyśmienicie. Nawet postaci dość stereotypowe, jak Tenori Taiga czy Yuusaku Kitamura, przedstawione są w sposób interesujący. A w obsadzie mamy też mniej szablonowe postaci, z Minorin i Ami na czele. Do tego trzeba przyznać, że nawet drugoplanowcy są świetni, zwłaszcza pod koniec serii, kiedy dostają więcej czasu antenowego. Właściwie jedynym, kogo nie polubiłem był Kitamura-kun, ale jako że nie jestem dla niego grupą docelową, nie narzekam zbyt głośno. Na poziomie fabularnym, twórcy bardzo dobrze rozegrali wymieszanie motywów komediowych i romantycznych. Na początku dominują te pierwsze, ale wraz z upływem czasu są powoli wypierane przez te drugie. Przejście jest w większości bardzo płynne i nawet w ostatnich epizodach autorzy nie dają nam zapomnieć, że to komedia. Trzeba jednak też przyznać, że po drodze jest dużo dołujących momentów, głównie ze względu na problemy rodzinne bohaterów, więc nie należy się nastawiać na samo słoneczko i ćwierkające ptaszki. Same wątki romantyczne są zrobione co najmniej dobrze – ciężko mi jest je obiektywnie ocenić, bo jestem nadwrażliwy i łatwo się wzruszam, ale moja alergia na sceny żenujące i wymuszone nie dała o sobie znać ani razu. A niektóre sceny należą bez wątpienia do najbardziej poruszających jakie widziałem do tej pory i choćby dlatego warto się z „toradora” zapoznać.
Komentarze
Prześlij komentarz