Wspaniała gra przygodowa skompilowana z całym bogactwem świata RPG, którą od lat darzę wielkim sentymentem. Kto zanurzył się w “dziewiątkę” wie, o czym piszę, boć jak tu nie pokochać miłością czystą a platoniczną drobnego złodziejaszka Zidana, pełnokrwistej księżniczki i banitki w jednym – Garnett lub Dogger, zależnie od wcielenia, czarnego maga Viviego czy też zakutego w blachy lojalnego do bólu Kapitana Steinera, że o armii równie sympatycznych postaci nie wspomnę…. Jak? Kurza stopa, jak?!
Na początku była konsola Playstation. Poczciwy “szarak”, który przez pięć z górą lat niemal całodobowo dostarczał mi rozrywki przez wielkie “R”. Grało się zajadle do białego świtu. Rynek gier komputerowo-konsolowych dopiero raczkował i był skierowany twarzą głównie w stronę najzamożniejszej części naszego społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że w tym czasie kwitły giełdy komputerowe oferujące “przerobione” konsole i gierki umiejętnie “skrojone”. Półświatek zarabiał ciężką kasę, gracze młócili paluchami po padach, a oficjalni dystrybutorzy dzięki niemrawej polityce – lub raczej jej niemal całkowitego braku – oraz nieokiełznanemu apetytowi na kasę potencjalnych klientów, patrzyli jak rzeka środków, zwanych popularnie pieniędzmi, zasila kieszenie braci umundurowanej w markowe dresiki. Masę czasu musiało upłynąć, aby zrozumieli, że nie tędy droga. Sam przyznaję to ze wstydem, iż czasami pogrywałem w “nielegale” nie tyle z powodu zaporowych cen, co opóźnień z dostępem oficjalnymi kanałami do topowych w danym momencie tytułów. Na szczęście to się powoli zmienia, a gdyby tak jeszcze polscy Wydawcy zrozumieli, że cenami z sufitu nie podbiją rynku, byłoby super…. I tak leciał sobie rok za rokiem, a każdy z nich z reguły miał do siebie przyporządkowanego konsolowego hita, jak to się teraz modnie powiada. Rok 2000 upłynął mi głównie pod znakiem Final Fantasy IX. Czym jest dla mnie Final Fantasy IX? Wspaniałą grą przede wszystkim złożoną z nieprzerwanej przygody, dramatycznych zwrotów akcji, interesującego wątku fabularnego uzupełnionego wieloma mini-gierkami czy też subquestami. “Finalowa” karcianka “Tetra Master” nie ma sobie równych, a aukcje w Treno to doskonała zabawa połączona z możliwością wejścia w posiadanie ważnych dla fabuły przedmiotów, cennego uzbrojenia i wielu innych unikatowych fantów. A przyjazne stwory, które pojawiają się w różnych miejscach i proszą o pomoc lub zadają śmieszne zagadki? Za sympatyczne potraktowanie (z jednym wyjątkiem – Fałszywy Gimme Cat) każda z tych postaci rewanżuje się cennym upominkiem. Nie sposób opisać w krótkim siłą rzeczy tekście wszystkich możliwości oferowanych przez FF IX!
Komentarze
Prześlij komentarz